niedziela, 27 listopada 2016

Fallout 3 - (coś jakby) recenzja po latach


28 października 2008 roku w Ameryce Północnej, a trzy dni później w Europie swoją premierę miała gra Fallout 3. Lata niepewności i oczekiwań zostały w końcu zamknięte postawieniem przysłowiowej kropki nad "i". Choć dziś wydaje się to mało prawdopodobne, to premiera tej gry obfitowała w szereg dziwnych zdarzeń. Dodać należy jednak, że dziwnych z dzisiejszego punktu widzenia. Bowiem teraz, gdy media społecznościowe opanowały każdy zakątek promocji oraz działań marketingowych, "wyskoczenie" z czymś dziwnym nie jest... niczym dziwnym. Szum informacyjny, zwłaszcza generowany przez fanów, jest tak duży, że ciężko jest zwracać uwagę na różne "oddolne" przecieki czy doniesienia. Tymczasem, o czym być może dziś już mało kto pamięta, parę dni przed premierą Fallouta 3 w sieci pojawiła się transmisja z początkowych etapów rozgrywki.

I???


niedziela, 9 października 2016

Postapokalipsa czyli co? #6 - Jak to widzą ludzie

Podczas przeszukiwania Facebooka udało mi się natrafić na taki o to komentarz, zamieszczony na nowo powstałej tam funpadze:

Łza się w oku zakręciła, bo czyżby lata budowy właściwego dyskursu dotyczącego gatunku fantastyki naukowej jaką jest postapokalipsa, miały paść na właściwy grunt? Czy hasło, określające jeden ze sposobów spędzania czasu z tym gatunkiem, trafiło do ludzi?

Latanie po lesie - (właściwie: Latanie po lesie z gołą dupą z ASG w łapie) - określenie zachowań osobników uskuteczniających wiarę w postapokalipsę w życiu rzeczywistym.
 
No ale coś tu nie gra. Bowiem Mateusz, choć ujął w swoje postrzeganie postapo w okrycie ważnej części ciała (i nawet ją ubrał), to popełnił pewien kardynalny błąd. Użył słowa "nuda"...

Postapokalipsa, będąca w jakiś sposób pochodną nauki jaką jest futurologia, nie można być nudna. Nudne mogą być co najwyżej sposoby zapoznawania się z nią. Jedni usną na filmie czy książce, drudzy uciekną z lasu czy ruin, ziewając przy tym okrutnie. A przecież i tak to jeszcze nie będzie nawet początek poznania postapokalipsy. Bowiem ta prawdziwa zaczyna się w głowie...

środa, 13 kwietnia 2016

Schronowe recenzje: Mad Max (gra)

Przy okazji "hajpu" naokoło premiery gry Metal Gear Solid V: The Phantom Pain czułem się jak przeciętny tatuś podczas konwentu anime, który został tam zaciągnięty przez swojego napompowanego radością synka, przebranego za Naruto czy Clouda. Obojętny na temat, delikatnie poirytowany krzykami i dialogami naokoło, wykazujący iskrę zainteresowania tylko na widok samego "gołego mięsa" (czytaj: aspektów gameplay) w wydarzeniu. 
Tym bardziej w przypadku, kiedy coś naprawdę interesującego - w moim, "wiekowym", odczuciu - ma miejsce dokładnie tego samego dnia, a związane jest z serią klasycznych filmów z lat 70/80 oraz nową, znakomitą produkcją kinową z tego roku. Na szczęście jednak nikt tutaj nie zmusza mnie do ogrywania przygód Big "Kaz, I'm already a demon!" Bossa - mogę zamiast tego założyć ulubioną skórzaną kurtkę, umieścić zaufanego obrzyna w kaburze, oraz odpalić cudowny, chromowany bolid śmierci, w radiu puszczając "We Don't Need Another Hero" Tiny Turner. Bądź "Soul of a Man" Stevena Sterna, bo to właśnie drugi utwór jest motywem przewodnim "growego" Mad Maxa.
 
Przeczytaj cały tekst na Trzynastym Schronie

środa, 30 grudnia 2015

Schronowe recenzje: Szczury Wrocławia

Szczury Wrocławia. Chaos można by traktować tylko jako ciekawy eksperyment Roberta J. Szmidta, gdyby nie jeden "szkopuł". To doskonała powieść w konwencji zombie apocalypse, wyjątkowa właśnie ze względu na niecodzienny zabieg autora.

Szmidt bowiem za pośrednictwem Facebooka zaprosił fanów swojej twórczości, do wzięcia udziału w ciekawej inicjatywie. Otóż zaproponował, iż umieści i uśmierci on chętnych temu pomysłowi użytkowników portalu w swojej najnowszej książce. Zgłosiło się ponad dwa tysiące osób, Szmidt wybrał około dwustu. Powiem szczerze - uau! Dziwne to uczucie czytać o okrutnych zgonach ludzi, których nawet zna się osobiście. Ale za to jaka frajda dla samych 'realnych' bohaterów! Gratulacje dla autora. Od czasu Dmitrija Głuchowskiego i jego akcji przy okazji Metra 2033 nie spotkałem się z równie frapującym manewrem marketingowym pisarza.
 
Przeczytaj cały tekst na Trzynastym Schronie

Schronowe recenzje: Uwikłani

Hasło "nowa książka Marcina Ogdowskiego" już od dawna jest dla mnie zapowiedzią znakomitej, wartościowej lektury. Nie inaczej jest z powieścią Uwikłani, w której najlepszy polski publicysta wojenny przypatruje się sytuacji na Ukrainie.

Bohaterami książki jest czworo Polaków - dwoje dziennikarzy i dwóch żołnierzy. Łączy ich dawna traumatyczna historia, którą przeżyli wspólnie w Afganistanie. Ich drogi rozeszły się tylko po to, by ponownie przeciąć się w ogarniętej działaniami zbrojnymi Ukrainie. Starzy przyjaciele stają jednak po różnych stronach barykady - jedni pracują dla Ukraińców, inni sprzyjają Donieckiej Republice Ludowej, a tym samym Rosjanom. Rzeczywistość jest jednak dużo bardziej skomplikowana niż wydaje się to pierwszy rzut oka. Weryfikacja poglądów szybko zmienia się w walkę o życie.
 
Przeczytaj cały tekst na Trzynastym Schronie