sobota, 16 maja 2020

Dlaczego warto kupować wydawnictwa muzyczne na fizycznym nośniku?

 
Dlaczego warto kupować wydawnictwa muzyczne na fizycznym nośniku?

Znów pytanie z góry założoną tezą, która może zniechęcić do dalszego czytania niniejszego tekstu. No ale skoro teza ma tu być udowodniona, to czemu krygować się jak niewinne dziewczę i udawać że się czegoś nie chce, a tak naprawdę chce?

Zacznijmy od tego że tak gdzieś od 10-15 lat rynek muzyczny radykalnie zaczął się zmieniać. Dystrybucja fizycznych nośników dźwięku zaczęła powoli spadać na rzecz cyfrowego zapisu w plikach. Skorelowało się to z opracowaniem lepszych formatów stratnej kompresji, rozszerzającym się dostępem do szybkiego internetu oraz pojawieniem się na rynku wydajnych, energooszczędnych wielordzeniowych mikroprocesorów. W rezultacie multimedialnym kombajnem mógł być mały telefon/smartfon czy tablet zamiast huczącego od pracujących wentylatorów pudła komputera. Należy do tego dodać pojawienie się serwisów streamingowych z obrazem ale też i tylko dźwiękiem, i jesteśmy w dzisiejszych czasach.

Co więc w tym wszystkim było (i w sumie nadal jest) nie tak?

Trzeba by się cofnąć do początku lat 80-ch. ubiegłego wieku, gdy cyfrowa technologia przetwarzania informacji zaczyna wchodzić pod strzechy. Celebrowanie wydawanej muzyki na dużej płycie gramofonowej, zostaje "skompresowane" do małego, 12 centymetrowego srebrnego krążka. Można by długo dyskutować czy parametry próbkowania dźwięku 16 bit/44 kHz w pełni oddawały to jak brzmiał on naprawdę. Człowiek słyszy bowiem nie tylko samym uchem i nie tylko dźwięki które zwyczajowo mówiąc słychać. Stąd też tu'polew z audiofilów nie do końca jest wskazany.

Tak jak idee socjalizmu/komunizmu były dobre tylko źle je rozumiano i wprowadzono (za każdym fuckin' razem), tak i na obrazie poręcznej płyty kompaktowej musiały się pojawić rysy. Przyczyniło się do tego chęć lepszej prezentacji muzycznych nagrań w radiu. Lepszej czyli nie że ma chodzić o dobrze napisaną i wyprodukowana muzykę. To ma "lepiej" brzmieć! Czyli głośno, hałaśliwe, bez dynamicznych niuansów, sformatowane to 2-3 minutowej papki między którą można wcisnąć reklamy. Cyfrowa technika nagrań, realizacji oraz dystrybucji dźwięku, która miała wszystko wszystkim ułatwić, ostatecznie przyniosła wypaczenie w postaci "loudness war".

Również gdy chodzi o muzykę w cyfrowo-plikowej wersji nie było dobrze. Pojawienie się mobilnego sprzętu sprawiło że jeszcze bardziej można było wyjść z muzyką na zewnątrz. Zamiast worka z kasetami wystarczyła mała kostka, na którą można było zapisać kolekcję własnej muzyki. 
 
Gdzie nastąpiło "złe zrozumienie" i pojawienie się wypaczeń?

Tym razem było to ograniczenie pojemność odtwarzaczy "empetrójek", które wymusiło konieczność użycia optymalnych ustawień kompresji dźwięku. A to w połączeniu z mało precyzyjnymi kodekami, dało efekt w postaci metalicznego brzmienia utworów. Czyli z deszczu pod rynnę jeśli zostanie to odniesione do "brzmienia jak zza grobu" analogowej kasety magnetofonowej.

Nadmienić by tu jeszcze można jedną aberrację, coś jak taki trockizm wręcz jeśli chce się zastosować porównanie społeczne. Czyli umieszczanie cyfrowo nagranej oraz zrealizowanej muzyki na analogowo odtwarzanych płytach gramofonowych, która niby przechodzi swój renesans. A dlaczego przechodzi? No bo jak socjalizm/komunizm bohatersko walczył z problemami jakie sam stworzył, tak i płyta gramofonowa miała się okazać ratunkiem dla źle skompresowanych utworów muzycznych w plikach. Owszem, należy tu wspomnieć o formatach kompresji bezstratnej jak FLAC. Jednak po pierwsze to jest nadal coś dla prawdziwych smakoszy, a po drugie ogon Schronka okazuje się być z tyłu gdyż na co komu dobra jakość muzyki jeśli ma być ona słuchana na małych słuchawkach? Ale można stworzyć nową modę na "lepsze brzmienie analoga" i kosić z kasy frajerów. Nie mówię tu oczywiście o wznowieniach pierwszych wydań płyt gramofonowych, tłoczonych z oryginalnych matryc. Muzyka nagrana i zrealizowana analogowo, a do tego odtworzona z czarnej płyty może być dziś faktycznie nową jakością. Zwłaszcza jeśli płyta jak i adapter będą takiej jakości, że nie będzie nic się za szybko ścierać i trzeszczeć.

Co natomiast zostaje w zamian tym, którzy nie chcą się bawić w jakieś fałszywe innowacje? Poszukiwanie wydań zmiksowanych w jakości DVD-Audio w systemie dźwięku 5.1 lub Super Audio CD. I tu dochodzimy też do sedna postawionej na początku tezy. Nie trzeba udawać mnicha, bo o tak w to nikt nie uwierzy. Każdemu bowiem zdarzyło się "ściągnąć" muzykę z internetu. I to nie tylko dlatego że absurdy muzycznego rynku jakie jeszcze kilkanaście lat temu parę lat temu istniały, windowały do niebotycznych rozmiarów ceny płyt zarówno tych lansowanych w mediach, jak i tych o których słyszeli tylko smakosze (np. albumy Rush). Rewolucyjny walec relatywnie tanich w dostępie muzycznych serwisów streamingowych takiej polityce powiedział "no pasaran". 



Jednak człowiek jak coś ma to chce to mieć. Bowiem cała celebra ze słuchaniem muzyki z płyt gramofonowych wynikała z faktu rozłożenia okładki, wyjęcia płyty i delektowania się dużymi ilustracjami oraz oczywiście muzyką. Małe pudełko z płytą kompaktową tego już nie dawało, chyba że się się kupiło wydanie w wersji box. No a co można sobie "pomiziać" mając wykupiony abonament w serwisie, który oferuje nawet jakoś streamingu w wersji bezstratnej?

I tu pojawia się ów w/w wyżej rynek muzyczny, który może nie tyle że poszedł po rozum do głowy ile doszedł do wniosku że zalegające półki magazynów nośniki to nie kawa, którą nie da się palić w piecach byle tylko nie rzucić jej na rynek i sprawić obniżenie cen (kapitalizm taki fajny!). Można więc, podczas buszowania po sklepach RTV-AGD, w dziale z muzyką spotkać półki pełne płyt CD mających rozsądną cenę. To znaczy jaką - ktoś spyta? Od 50, a właściwie 49,99 zł w dół. Dokonując zakupu takiego nośnika, zwłaszcza gdy jego cena jest sporo niższa od wspomnianej kwoty, nawet jak już ma to się na ta "spotifaju" czy "tajdalu", będzie symbolicznym aktem okazania szacunku twórcy. Nawet jeśli faktycznie z tej całej kwoty jaką taka płyta kosztowała, do jego kieszeni trafi parę złotych.

No i rzecz w sumie najważniejsza. Z czego będziemy słuchać muzyki jak spadną bomby atomowe i już nie będzie internetów? Kompakt dyska da się odtworzyć nawet na starawym, komputerowym czytniku płyt. I owszem, o płyty trzeba dbać. O serwis typu Spotify za bardzo dbać już nie możemy. A skoro już kwestie materialistyczne były wyżej poruszane, to warto wiedzieć że jak półka książek robi z człowieka inteligenta, to znajdująca się obok półka z albumami zrobi z człowieka... Hmm... Osłuchanego inteligenta!

I tego się należy trzymać 😉

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza