To wpływ telewizji, a zwłaszcza oglądanych za dzieciaka familijnych filmów produkcji amerykańskiej, sprawił że wpoił mi się w głowę obraz tego że jeśli ktoś mieszka w domu jednorodzinnym to jest szczęśliwą i dobrą osobą. A jeśli nawet nie do końca szczęśliwą, bo szczęście to przecież pojęcie bardzo subiektywne i poniekąd względne, to na pewno dobrą.
Haa! Aż się przypomina tu pierwsza część Powrotu do przyszłości i dobrobyt jakim mógł się otoczyć nastolatek w wieku Marty’ego McFly!

