niedziela, 7 lipca 2019

Coś się kończy, nic nie zaczyna - kioski

Zamknięty kiosk na osiedlu w Pruszczu Gdańskim. (fot. Squonk)

Nie mam odpowiednich stopni naukowych (a więc i wiedzy, choć to nie zawsze idzie ze sobą w parze), by we właściwy sposób uzasadnić, czy istnieje coś takiego jak nostalgia za latami 80-tymi. Ludzie, których dzieciństwo lub wczesna młodość trwała w tym czasie, dziś wchodzą w okres życiowej stabilizacji. Są więc potencjalnymi konsumentami o dużej sile nabywczej, by dla nich rynek kultury masowej przygotował coś odpowiedniego.

Ale są też ludzie, i do takich zaliczył bym choćby siebie, którzy nadal tkwią w tamtym okresie. Tacy, dla których lata 90-te były tylko kulturową kakofonia techno oraz syntetycznych dragów, zaś czasy późniejsze już tylko odgrzewaniem tego co było wcześniej. Za to lata 80-te, mimo swoich mankamentów, były WŁAŚNIE TYM, więc warto do tego z miłym sentymentem wracać.

Nie chce się tu jednak rozwodzić o dobrodziejstwach cyfrowo odświeżonych filmów dostępnych na dyskach BluRay, czy o serialach na serwisach streamingowych lub muzyce synthwave, mile trącających nutkę nostalgii za tym co było. Ma tu być o tym czego właśnie już nie ma, a jest już tylko po. W końcu tu o postapokalipsę chodzi!

Kioski…

Z roku na rok jest ich coraz mniej w naszym otoczeniu. W klasycznej postaci "pani zamkniętej w środku budki", spotykane są jeszcze przy ciągach komunikacyjnych, wokół dworców czy galerii handlowych. Na osiedlach zaś zamieniane są w otwarte punkty z prasą, w których można kupić napoje czy puścić kupon totolotka. Co jest więc nie tak? A no właśnie, sentyment.

Czym bowiem były kioski w drugiej połowie lat 80-ch?

Centrami kultury, oknem na świat, miejscem kontaktu z barwnym i kolorowym światem Zachodu, którego rąbek udało się podejrzeć podczas seansu w kinie, na filmie z gatunku "Kina Nowej Przygody".

Tu taka dygresja. Dzięki dostępowi do platformy streamingowej HBO Go, obejrzałem sobie film Lato 1984 z 2018 roku. Z pozoru, a więc opisu, czysta esencja nostalgii za latami 80-tymi. Grupa nastolatków podejrzewa miejscowego policjanta, o to że może być on seryjnym mordercą. Dzieciaki zaczynają śledztwo, które przyniesie zaskakujący efekt. Brzmi ciekawie? Czuć już te sympatyczne mrowienie powrotu do czasów, kiedy było fajnie i miło? Odpowiem pytaniem: jak wspominany byłby dziś film Powrót do przyszłości (1985) - a więc eternal klasyk z tamtego okresu - gdyby jego bohater, Marty McFly (Michael J. Fox), rzucał z ekranu bon moty np. o tym co by przyjemnego zrobił językiem swojej dziewczynie, jak już wróci do czasów teraźniejszych. Lub też udzielił lekcji swojemu ojcu w przyszłości, dotyczącej ostrego acz udanego seksu, ze swoją matką również w przyszłości. A takie bowiem grepsy rzucają nastolatki w filmie Lato 1984, gdy nie skupiają się na kwestiach lokalnych zaginięć i związanych z nimi morderstw. Bowiem owa nostalgia za latami 80-tymi opiera się też na tym, że nie była ona nasiąknięta abominacyjną seksualizacją życia, jaka ma miejsce teraz. Gołe piersi Katarzyny Figury można było obejrzeć sobie w jednym z wielu magazynów - a jakże o kulturze - jeśli udało się go zdobyć w kiosku, bo życzliwa pani kioskarka włożyła go do teczki. Pornole z Ciccioliną dostępne były na kasetach VHS, pod warunkiem że ktoś miał w domu sprzęt wideo kupiony za dolary w Pewexie, jaki samą kasetę. A mimo to nikt nie chodził w aureolach świętoszka, nastolatkom buzowały hormony jak to bywa w tym wieku, a życie toczyło się swoim torem.

Kulturowa rola kiosków zaczęła opadać gdzieś w końcówce lat 90-ch, gdy na ich witrynach zaczęła się pojawiać kolorowa pornografia, mająca w zamierzeniu przyciągać wzrok "spragnionych" osób. Lada chwila miał się pojawić szybki, szerokopasmowy i ogólnodostępny Internet, który miał wprowadzić szereg zmian w odbiorze kultury (w tym i porno). Jednak w latach 80-ch, podchodząc do szyby kiosku, można było się poczuć jak odkrywca niezbadanych lądów. Dobrze wyposażone w różnorodne periodyki były wyposażone zwłaszcza kioski na dworcach, gdzie poza prasą można było nabyć książki w tzw. formacie podróżniczym, a nawet komiksy. Ludzie czytali, bo i nie mieli za bardzo co do wyboru w zakresie rozrywki, to zawsze trzeba było liczyć na łut szczęścia by nabyć co lepsze kąski z prasowego rynku. Bowiem priorytet w dostępie do papieru i ponadmiarowego nakładu miara propagandowa prasa partyjno-rządowa, natomiast ograniczony ta związana z czystą kulturą i rozrywką. A mimo to udawało się zdobyć czasopisma, które wnosiły w świat dziecka (czy młodego młodzieńca) powiew ciekawego świata.

To wszystko dawały kioski, których dziś już prawie nie ma. A to co jest nie do końca buduje, nie zawsze inspiruje, ma znikomą wartość dodaną. Została tylko już nostalgia. No i pociąg trójmiejskiej Szybkiej Kolei Miejskiej, reklamujący serwis Netflix i serial Stranger things.

Można i tak.


Wystylizowany w klimacie serialu "Stranger things" skład trójmiejskiego pociągu SKM. (fot. Wrathu)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza