Dwa dni (26 października) temu minęło 40 lat od premiery filmu Jamesa Camerona Terminator. Na tą okoliczność, na schronowej funpadze pojawił się post, w którym opisałem swój pierwszy kontakt z tym filmem.
No i komentarzu pod nim zasłużony dla Trzynastego Schronu towarzysz lubiś Osioł (tu link do jego funpagi) napisał:
Lubię takie historie. Nawet nie wiedziałem, że w latach 80. zdarzały się pełne sale i że nawet usiąść nie można było. Pierwsze swoje przygody z kinami, ze względu na wiek, rozpocząłem dopiero w połowie lat 90. Tam faktycznie było jeszcze sporo osób, ale nie kojarzę, żeby były takie anomalie.
Haa!!!
No to cofnijmy się do lat 80. ubiegłego wieku, okresu dzisiaj raźnie eksploatowanego w popkulturze pod mianem "nostalgii na lata osiemdziesiąte" 😏
Zarys czasów
W Polsce epoki PRL, aka "komuna", podaż kultury nie zawsze zaspokajała jej popyt. Do 1956 roku poddana ostrym ograniczeniom socrealizmu, w późniejszych czasach mniej lub bardziej odnosiła do prądów płynących z tzw. zachodu. Stąd, choć nie żyliśmy w totalnym zamknięciu i izolacji, to nie wszystkie produkcje mogły się pojawiać ot tak, bez weryfikacji, na ekranach telewizji czy kin. Zielone światło miały oczywiście te ideologicznie słuszne, pochodzące ze Związku Radzieckiego i krajów "demokracji ludowej". Potem z państw zachodnich, ale nie anglosaskich, jak Francja czy Włochy. No a w trzeciej kolejności, te kręcone z największym rozmachem w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. Przy czym np. filmy z serii Agent 007, czyli przygody Jamesa Bonda, w oficjalnym dostępie pojawiły się w Polsce dopiero po 1989 roku.
Za zakup filmów kinowych i telewizyjnych odpowiadały centrale handlu, powiązane z telewizją czy ministerstwem kultury. Praca jednak, była tam tylko dla zaufanych dla systemu osób, mających nieraz mniej lub bardziej formalne powiązania ze służbami specjalnymi, czy to cywilnymi czy wojskowymi.
Kulisy srebrnego ekranu
Dla zwyczajnego zjadacza popkultury objawiało się to zaś tym, że w telewizji kultowe dzisiaj seriale pojawiały się po paru (czasem nie raz parunastu) latach od premiery. Do tego czasem w niepełnej ilości serii czy odcinków. Medium dystrybucyjnym były zaś dwa kanały telewizji państwowej, z czego drugi zaczął nadawanie w 1970 roku (pierwszy w 1952 roku). Co warto nadmienić telewizja kolorowa, oparta na francuskim systemie nadawania koloru SECAM, zaczęła być dostępna od 1971 roku.
![]() |
Telewizja w pierwszym Falloucie. |
Inną rzeczą do ogarnięcia, o której dzisiaj się już mało co pamięta w przypadku telewizji, to zakup odbiornika. Te wyświetlające obraz czarno-biały były dostarczane przez nasz przemysł. Odbiorniki kolorowe pochodziły zaś zwłaszcza ze Związku Radzieckiego, gdyż nasz rodzimy przemysł elektroniczny dopiero w latach 80. zaczął tworzyć w miarę znośne konstrukcje. Oczywiście dla dzisiejszego konsumenta czystą abstrakcją mógł być fakt, że zakup telewizora - z uwagi na permanentną niewydolność przemysłu i handlu w stosunku do potrzeb - był dostępny na specjalne talony przydziałowe. Zwłaszcza w przypadku odbiorników kolorowych czy tych lepszej jakości. A gdy w sklepie RTV miał się pojawić towar "wrzucony do wolnego zakupu", to kupno tegoż było uwarunkowane staniem w wielogodzinnej kolejce, lub posiadaniem znajomości z kierownikiem sklepu, by ten coś odłożył na boku.
![]() |
Telewizja w Falloucie 4. |
Bo odbiorniki telewizyjne, a zwłaszcza kolorowe, były w epoce PRL dobrem luksusowym, ot co! ☝️😐
Oczywiście osoby mające możliwość pracy/zarabiania na Zachodzie, mogły luksusowe rzeczy zakupić w tzw. sklepach eksportu wewnętrznego. Czyli w sieci sklepów Pewex lub Baltona. Zakupu można było dokonać zarówno za walutę zagraniczną (dolary/marki!!! 🤑) lub za specjalne bony/talony. Lub za dolary, kupowane w drugim obiegu od tzw. cinkciarzy.
Tak, tak, dobrze kminicie. Janusz A. Zajdel w swojej legendarnej powieści Limes inferior nie "wymyślił koła". On tylko opisał system gospodarczy Polski lat 70., gdy doszło do tzw. otwarcia się na świat.
Kończąc temat telewizji, warto wspomnieć, że czas pojawienia się kolejnych nośników kultury jak kasety VHS czy telewizja satelitarna, to przede wszystkim druga połowa lat 80. Odtwarzacze były zarówno przywożone zza granicy lub kupowane w/w sieci sklepów. Zaś na odbiorniki satelitarne trzeba było mieć właściwe pozwolenie od właściwych władz. Ogarnąć trzeba było więc urząd celny, organa nadzorujące łączność, a także właściwe powolnienie na montaż anteny odbiorczej. No i oczywiście wizytę "smutnego pana" ze Służby Bezpieczeństwa. Summa summarum był to luksus dostępny dla wybrańców i pupili ówczesnego reżimu, bo nawet posiadanie dużej gotówki nie było gwarantem, że sobie "zamontujemy sobie talerz i będziemy sobie oglądać". Bliska końcówka lat 80. to także czas, gdy na osiedlach mieszkalnych pojawia się możliwość podłączenia się do zbiorczej sieci z sygnałem satelitarnym. Czyli początki takiej raczkującej kablówki.
Jako ciekawostkę mogę podać, że w 1988 roku w drugim kanale Telewizji Polskiej pojawił się program "Bliżej świata". Pokazywane były w nim były przetłumaczone język polski fragmenty programów z telewizji satelitarnej, które następnie komentowali (po polsku!) korespondenci zachodnich mediów akredytowani w Polsce.
Kino Bambino
W przypadku wielkiego ekranu, sytuacja jak w telewizji była podobna w aspekcie paroletniego opóźnienia w pojawienie się czegoś zza granicy u nas. Przykładowo, pierwsza cześć Wojen Gwiezdnych czyli Nowa nadzieja w Polsce na ekranach kin pojawiła się w 1979 roku. Film w ciągu roku został obejrzany przez ponad 3 miliony osób. Dzisiaj taka liczba może szokować, jednak Wejście smoka z Bruce'm Lee, które w Polsce pojawiło się w 1982 roku (10 lat po premierze), obejrzało ponad 17 milionów osób! Natomiast mającą premierę w 1984 roku Seksmisję ponad 12 milionów widzów! 😮
Bowiem kino, z racji swojej łatwiejszej dostępności było w tamtym czasie medium realnie pozwalającym na wejście w "lepszy świat". I to może nawet nie po to by się "odmóżdżyć", co dzisiaj pozwalają oglądane na masówkę seriale na platformach streamingowych. Działała bowiem owa "magia kina": ciemna sala, wielki ekran i - w tych lepszych salach - dźwięk z głośników dookoła. Nawet dzisiaj mało kto ma w domu zestaw kina domowego czy głośniki 5.1/7.1, bo filmy czy seriale ogląda się na laptopie, z odtwarzanym z wbudowanych głośników dźwiękiem.
![]() |
Budynek w jakim mieściło się w Pruszczu Gdańskim kino "Krakus". |
To czego nie dawała telewizja, odbierana na niedoskonałych i czasem palących się odbiornikach (te radzieckie tak miały 😳), niwelowało kino. A te znajdowały się w każdym mieście, nieraz więcej niż jedno.
W takim Pruszczu Gdańskim znajdowały się aż dwa kina. W centrum miasta kino "Krakus", zaś we wschodniej części miasta, w pobliżu jednostki wojskowej, działające przy klubie oficerskim kino "Ikar". Te pierwsze bardziej kameralne, z salą na kilkadziesiąt widzów. Te drugie - pisze z pamięci - na około 150-200 osób. Do tego oddane do użytku gdzieś pod koniec lat 70., więc "pachnące nowością", a więc bliższe mi do zjawiania się tam.
To właśnie w nim, jako paroletnie dziecko, a może już nawet jako 10-latek, obejrzałem po raz pierwszy Poszukiwaczy zaginionej arki i Terminatora. Na tym pierwszym byłem z rodzicem (który sam był żołnierzem zawodowym), wiec dobre miejsce miałem więcej niż pewne zagwarantowane. Na tym drugim byłem już sam, wiec wyszło jak wyszło. Jakiś trep zajął mi miejsce, więc jako ciche i skromne dziecko, znalazłem sobie coś z boku 🥹
I wyszło jak wyszło, właśnie 😆
No cóż, takie to były czasy. Wojsko, żołnierze służby zasadniczej, po dobrze wykonanych zajęciach dnia w nagrodę mogli dostać przepustki na wypad do pobliskiego kina. W monotonii (trwającej 2 lata) służby wojskowej, przy braku innych rozrywek, amerykański film "w którym się strzelają i jest Arnold", był wręcz jak długo wyczekiwana woda na pustkowiach. Ok, nawet jeśli służba w lotnictwie wojsk lądowych (tym zajmował się istniejący wówczas 49 Pułk Śmigłowców Bojowych w Pruszczu Gdańskim), nie była tak ciężka jak w wojskach pancernych czy tak długa jak w marynarce wojennej, to była...
Hmm...
Choć nie jestem jakimś pacyfistycznym postępakiem, to śmieszą mnie głosy militarystycznych szurów "by rurkowców do obowiązkowej służby wojskowej posyłać, to się staną mężczyznami". Jeden z drugim kwiczałby jak dorodne prosię, musząc udać się na 2 lub 3 lata, na drugi koniec Polski (bo tak za komuny działała zasadnicza służba wojskowa), do "zielonego garnizonu" czy na okręty podwodne. Dzisiaj oczywiście ludzie są inni, inaczej też przebiega szkolenie wojskowe, ale też przy braku nawet takiej oczywistości jak telewizor w pokoju, owo kino było chwilową odskocznią od trudów monotonnej służby, mającej przygotować do masowego konfliktu zbrojnego, z użyciem broni jądrowej. No chyba, że za rozrywkę uznamy zajęcia prowadzone przez oficerów polityczno-wychowawczych, właśnie z aspektów politycznych, czy z tego że Boga nie ma bo jest Lenin i Marks 😂
No cóż, to był taki paradoks lat 80. ubiegłego wieku, że filmy pochodzące od ideologicznego wroga zza oceanu, były najchętniej oglądane 🤷♂️
Schyłek epoki kina
Końcówka lat 80. i zapoczątkowane przez PRL-owski rząd Zbigniewa Messnera, a kontynuowane przez rząd Mieczysława Rakowskiego, jakieś tam reformy gospodarcze, zaczęły dawać "skutki" na odcinku frekwencji widowni w kinach. Narastająca popularność na telewizję satelitarną czy rynek kaset VHS, definitywnie wybuchła w 1989 roku. Magnetowid, i to dobrej jakości, można było choćby kupić w ramach handlu chodnikowego, jaki pojawił się na ulicach polskich miast z początkiem 1990 roku. Baaa! Tamże uprawiono również "proceder" wymiany kaset wideo, w której za drobną opłatą można było nabyć (a po obejrzeniu oddać) filmową nowość lub coś nagrane z satelity, z wmontowanym dubbingiem Tomasza Knapika, bo i takie "produkcje" wtedy zdarzało mu się okraszać swoim głosem. Firmy, jak choćby ITI (dawny właściciel telewizji TVN) mogły na bogatości zająć się dystrybucją filmów na kasetach, ogarniając profesjonalnie zrobione tłumaczenia czy nawet dubbing. Kto miał trochę więcej gotówki, to kupował sobie talerz i dekoder telewizji satelitarnej, bo to już nie wymagało szarpania się z władzami. Konsumenci byli spragnieni wizualnej rozrywki i kontaktu z zachodnim światem (i kulturą), którego częścią Polska po 1989 roku zaczęła się powoli stawać.
I choć jeszcze przez parę lat w Polsce były w telewizji naziemnej nadawane tylko dwa kanały (Polsat ruszył pod koniec 1992 roku), to te medium gdzieś do połowy pierwszego dziesięciolecia kolejnego wieku, opanowało serca i umysły odbiorców popkultury. W międzyczasie doszło do abdykacji rynku kaset magnetowidowych, na rzecz chwilowej dominacji płyt DVD. Te również można było sobie wypożyczyć, jak kasety, i obejrzeć. A nawet zgrać, konwertując do formatu DivX, choć była to robota jak po kamienistej roli. Zbliżał się jednak powoli czas taniego, szerokopasmowego Internetu, oraz związanych z nim usług sieciowego przesyłania obrazu i dźwięku.
A kina?
Te w Pruszczu Gdańskim, przestały przyciągać tłumy w pierwszych latach 90. ubiegłego wieku. Pamiętam jak w 1994 roku chciałem się wybrać do kina "Krakus" na Draculę z Garym Oldmanem. Pani w kasie powiedziała mi z rozbrajająca szczerością, że jak jeszcze ktoś przyjdzie to film może będzie odtworzony. Nie przyszedł nikt. Z resztą rok wcześniej, ja i kolega jako jedyni w obszernej sali kina "Ikar" obejrzeliśmy sobie Ściganego z Harrisonem Fordem. Format małych czy średnich kin, w takich miastach jak Pruszcz Gdański, w latach 1991-1994 wyczerpał się. Na choćby tzw. poranki w soboty czy w niedziele, dzieci nie miały już potrzeby przychodzić skoro ulubione filmy można było mieć nagrane na kasecie VHS, czy były one dostępne w kablówce. Zaś by obejrzeć jakiś dobry, aktualnie "grany" film, to lepiej było się wybrać do większego miasta jak Gdańsk. Zwłaszcza jeśli można było przy tym kupić sobie popcorn czy colę. Małe kino tego nie dawało, zwłaszcza jeśli film pojawiał się w nim parę miesięcy po polskiej premierze. Rewolucji zaś na tym rynku kin dopełniły budowane z początkiem nowego stulecia tzw. multipleksy, mieszczące po kilka sal kinowych i dające widzom komfort przestrzennego dźwięku oraz klimatyzację.
Gdzieś więc w okolicach 1996/1997 roku oba kina zniknęły z mapy Pruszcza Gdańskiego. Pomieszczenia "Krakusa" zostały zaadaptowane m.in. na bank i sklep obuwniczy. Zaś obiekt w jakim mieściło się kino "Ikar" wojsko przekazało rządowej agencji od spraw rolnych, na archiwum.
A gdzie się podziały owe tłumy w kinie? Gdzie zniknęli owi widzowie, żołnierze? Jeszcze z 10 lat temu na laptopach oglądali filmy zrippowane z płyt lub ściągnięte z torrentów. Dzisiaj zaś mają Disney+ czy Amazona, które da się zarówno oglądać na telewizorze, komputerze lub smartfonie. Popkultura jest więc z nami i wśród nas. Czy jest lepiej? Czy my jesteśmy lepsi? To pytanie zostawiam otwarte.
PS. Po ponad 20 latach kino na nowo pojawiło się w Pruszczu Gdańskim. Z cyfrowym projektorem, z klimatyzacją, choć na szczęście bez popcornu. No i dobrze 😀
Zdjęcia:
https://www.facebook.com/stary.pruszcz/
Źródła:
https://blogpress.pl/node/29628
https://rozrywka.spidersweb.pl/gwiezdne-wojny-polska-fandom-historia-prl-star-wars-disney
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz